O tym jak zostałam położną..

Opublikowane przez Cor Matris w dniu

dzisiaj matki, żony i położne

 

 

Jak to się stało, że jestem położną ??

Nadszedł moment na krótką historię o moich początkach.

ZACZĘŁO SIĘ..

Kiedy sięgam pamięcią do lat dzieciństwa to przypomina mi się taki obrazek : mała Madzia (około 6-letnia .. chyba wtedy dostałam lalkę Baby born z okazji Bożego Narodzenia) nieustannie bawi się swoją lalką na podwórku. Są wakacje, lalka zwaną Martynką ma nosidełko, buteleczkę do karmienia – jak przystało na dziecko wykarmione butlą z mlekiem Bebiko 🙂 karmiłam swoją lalę w ten sam sposób. Wzorce są od maleńkiego.. rozumiecie.

Moja mama miała iście PRL-owską historię porodową. Zupełnie przeciwną do mojej. Z tego względu karmienie piersią trwało krótko, z tego co mi mówiła jakieś dwa dni. W domu już karmiła mnie butelką, a w trzecim tygodniu życia jadłam – ponoć plułam przecierem z marchewki. Ciekawe dlaczego.. ? 🙂 Cóż, takie czasy i zalecenia .
Ale.. dlaczego o tym piszę.. tutaj poniekąd zaczyna się historia mojego zawodu.
Jako dziecko bawiłam się lalkami. Bardziej niż Barbie ciekawiła mnie zabawa w mamę i dzidziusia. Mam nadzieję, że moje koleżanki z podwórka już zapomniały o moim obrażalstwie kiedy to ktoś się wyłamywał spod moich rządów i nie chciał się bawić lalkami 🙂
Ja mogłam tak cały czas, wózki, pieluszki to był mój świat. Były też lalki, które miały trzepoczące rzęsy, sztuczne włosy jak w peruce babci i miały ruchome gałki oczne – pamiętam je!! To była Kasia i Małgosia ! Może kiedyś odnajdę zdjęcie to je tutaj wrzucę.

OD DZIECIŃSTWA

Tak więc przez lata przedszkolne trwała era lalek bobasów. W podstawówce intynkt macierzyński włączał się jeszcze mocniej. Pamiętam jak miałam 10 lat i moja sąsiadka urodziła synka.
Kiedy miał trzy miesiące całymi dniami okupowałysmy z koleżankami wózek by choć trochę móc go wozić i przewijać. Za karmienie butelką walczyłyśmy jak na wojnie..która pierwsza, ktora więcej.. to był wyścig vice-Mam !

Potem lata dojrzewania… miałam trzynaście lat, gdy urodziła się moja siostra. Taaak, wyręczalam moją mamę w przewijaniu i kąpieli, zabawne były pierwsze dni z rodzeństwem w domu.. złościłam się, że karmi ją piersią a ja nie mogę butelką.. O losie !! 🙂

Ta fascynacja niemowlęciem minęła wraz z rozpoczęciem nauki w gimnazjum. To już temat na inny rozdział 🙂

Gdy przyszło liceum, już dawno przestalam myśleć o dzieciach. W glowie była chęć podróżowania, nauki języków. Z tego powodu aplikowałam do klasy o profilu językowo- humanistycznym by dokształcać się w rozszerzonym programie z języka angielskiego i hiszpańskiego oraz geografii i języka polskiego z konieczności- Pozdrawiam 4 L.O – w którym spędziłam szalone lata młodości, które zaowocowały spotkaniem miłości.Ta przetrwała do dzisiaj. Mój ślubny mąż poszedł ze mną na studniówkę i tak już zostało.

Rok przed maturą miałam okazję wyjechać do wyspiarzy i uskuteczniać swój angielski, a nawet hiszpański i wiecie co się okazało.. niekoniecznie chciałam studiować języki i uczyć angielskiego. Tak myślałam kiedy szlam do liceum. Ach te hormony, ten kretyńczy wiek. Podejmowanie decyzji o zawód w tym wieku to była pomyłka.

Jak dobrze ze się opamiętałam i w klasie maturalnej zmieniłam deklaracje przedmiotów. O jakże włosy na głowie zjeżyłam mojej mamie, gdy dowiedziała się, że jej córka z zagrożeniem z chemii i trójką z biologii w klasie drugiej, mówi,ż e będzie te dwa przedmioty zdawała na maturze, bo chce studiować na Uniwersytecie Medycznym ( wówczas była to Akademia Medyczna). Jak zobaczyłam jej minę .. pomyślałam a na złość Ci zrobię i zobaczysz !
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Moja mama na to mówi, że ten upór to moja mazurska cecha. Nic mi do Mazur, chociaż urodziłam sie po drugiej stronie Narwii, nie Narni;), skąd pochodzi moj tata.

NIEOCZEKIWANY ZWROT AKCJI

Skąd ten pomysł? Po pierwszej klasie liceum byłam na wakacjach u mojej ciotki w Irlandii. Chciałam tam pracować ale nikt nie chciał zatrudnić 17-latki. Dzięki temu miałam dużo czasu na rozmyślanie i rozmowy. To ona zainspirowała mnie i odkryla moj potencjał. Zasugerowała mi, jeśli tak lubię opiekować się niemowlakami by zostać położną.

Nie rozeznawalam szczególnie, jak drży serce to za tym idę. Nie zawsze wychodzi to dobrze, ale myślę że w tym przypadku było warto 😉

Cały rok siedziałam w książkach by nadrabiać materiał. Nie marnowałam ani chwili, vademecum z biologii czytałam nawet w toalecie. Korepetycje z chemii co tydzień i miliony zadań przerobionych w zeszycie. Z tej intensywnej nauki pojawiły się nawet ambicje
na lekarski lecz zabrakło kilku punktów. Za to wystarczyło na położnictwo. I dzięki Bogu, że tak się stało:)

Lata studiów były dość wymagające.
Wykłady i ćwiczenia trwały od 8 do 20. W kolejnych latach zajęcia praktyczne pochłaniały cały dzień.
Jednak to było mało dla mojej ambicji więc zapisałam się na drugi kierunek- pielęgniarstwo. Domyślacie się, że godzin praktycznych było jeszcze więcej.
Nie miałam Daru bilokacji, więc akrobatycznie lawirowalam między zakładami Wydziału Nauk o Zdrowiu.

Jak dobrze, że już wtedy moja druga połówka była odnaleziona. Mając 15 koleżanek na roku, babski kierunek, położne za wykładowców, kobiety rodzące na praktykach..nie byłoby gdzie znaleźć męża.. i nie było CZASU na szukanie. Przez cały okres studiów na imprezie w klubie byłam może z trzy razy 🙂
Było dużo nauki.. tak dużo, że postanowiłam oderwać się od tej codziennie rutyny i w międzyczasie zatrudniłam się w kinie.
To była robota marzeń! Ilości podjedzonego popcornu, wyśpiewanych Skyfalli na sali kinowej, tańców z miotłą przy ścieżce dźwiękowej ze Shreka i poznanych ludzi nie odbierze mi nikt 🙂 Tylko tej stawki godzinowej lepiej nie pamiętać. Dzisiaj w kinie kupiłabym za nią całe NIC 🙂

INTENSYWNE DZIAŁANIA

Nauka z pracą była już ponad możliwości logistyczne autobusu linii 103, więc jeździłam do pracy i do szkoły moim pierwszym autem. Czerwona strzała Mitsubishi Lancer.. nie uwierzycie- Sama go kupilam! To nic że był już wiekowy, nomen omen wtedy moj rówieśnik, ALE był MÓJ.
To nic ze często sie psuł, zacinała się pompka paliwa, a panowie z ochrony w galerii po jakimś czasie przestali przybiegać pod moje auto słysząc stukot.
To ja stukałam rurką PCV w pompkę paliwa by w końcu zaskoczył i ruszył w świat:)

Kino przeminęło wraz z obroną licencjatu. Otrzymawszy prawo wykonywania zawodu zapragnęłam pracować jako położna I to natychmiast!

Młodość jest głupia.. zamiast siedzieć u rodziców i studiować spokojnie to ja chciałam koniecznie być taka dorosla…zarabiać swoje , najlepiej w zawodzie , studiować dwa kierunki i w ogóle co to nie tylko.

W tamtym czasie nie było zapotrzebowania do pracy w położnictwie, więc desperacko chcąc pracować w służbie zdrowia zaczepiłam się do pracy w rejestracji medycznej pewnej prywatnej placówki. Nazwijmy ją Luksus 🙂
W luksusie spędzałam połowę dnia, drugą połowę na zajęciach na magisterce z położnictwa i licencjacie z pielęgniarstwa a trzecią w kinie Boga Słońca. Coraz bardziej tęskniłam za salą porodową i oddziałem noworodkowym.
Szukałam.. desperacko chciałam. Otrzymałam propozycję pracy na stanowisku położnej na… uwaga uwaga BLOKU OPERACYJNYM!!!

Bez zastanowienia poszłam. Rok wytrzymałam. Obsługując cięcia cesarskie średnio po 10 zabiegów na dzień jeszcze bardziej chciałam iść na noworodki…
Zawsze chciałam być przy cudzie narodzin -na sali porodowej lub oddziale noworodkowym.
Po roku udało się przejść na oddział noworodkowy. To był oddział wczesniakow. Dość mocne doświadczenie. Zamiast pracy z 3.5kg bobaskami, które można przystawić do piersi, zakładałam sondę do żołądka i pielęgnowałam maleństwa ważące około 1 kilograma.. ile trudnych historii rodzin tam jest.
To nadal nie było TO, czego pragnęło serce. Pracować z mamą i dzieckiem, najlepiej od początku do końca tzn.od poczęcia do narodzin, aż po okres niemowlęcy.
Ni stąd ni zowąd mogłam spróbować pracy w POZ czyli opiece środowiskowej.

Nie miałam zielonego pojęcia jak ta praca wygląda, jakie są utarte praktyki. Nie miałam możliwości odbywać wizyt z patronem czyli osobą, która wdroży mnie do pracy. Miałam ze sobą bagaż wiedzy ze studiów, więc w taki sposób się wdrażałam.

Pamiętam zdziwienie moich podopiecznych, gdy przychodziłam 4 a nawet 6 razy na wizytę do domu.
Starałam się sumiennie wypełniać obowiązki zgodnie z wymaganą dokumentacją. Wykonywałam szczegółowe badanie noworodka i mamy , obserwowałam karmienie piersią. Nie czułam się pewnie w dziedzinie laktacji, dlatego postanowiłam się doszkolić. Jak coś robić to konkretnie. Zapisałam się na kurs by zdobyć certyfikat doradcy laktacyjnego.
I tak jeździłam do Warszawy późną jesienią w piątym miesiącu ciąży, aby jeszcze lepiej pomagać.
Pierwszy zjazd w piątym miesiącu.
Drugi zjazd w siódmym miesiącu.
Trzeci zjazd 4 dni przed porodem. Z perspektywy czasu myślę, że to było szalone! W drodze na ostatni zjazd autobus, którym podróżowałam do stolicy zepsul się w szczerym polu. Był mróz, zanim podstawiono kolejnego busa zdążyły sztywnieć nogi.
Byłam przygotowana do porodu domowego. Miałam w torbie na zjazd, dwie pieluchy tetrowe i podkłady poporodowe. Zakładałam, że domowy poród na zjeździe w CNoLu na pewno jakaś położna przyjmie. Agnieszka Winnicka pamiętam Twój troskę i pytania o moje samopoczucie jak się dowiedziałaś, że mam termin za 4 dni, w zasadzie od dwóch tygodni byłam w terminie!
Mąż też skumał, że mogę urodzić w każdej chwili, wiec już w drodze powrotnej odebrał mnie autem w połowie drogi z Warszawy. Spotkaliśmy się w Zambrowie kiedy wracał że strzelnicy. Cóż lepiej późno niż wcale 🙂

WISIENKA NA TORCIE

Napomniałam o porodzie, ponieważ narodziny moich dzieci znacząco wpłynęły na wykonywany przeze zawód.
Przy euforii po pierwszym domowym porodzie ( o tym napiszę moze w innym wpisie, chcecie ?) Nastały problemy laktacyjne.
Ktoś mi mówi w pracy :”O Pani jest położną, na pewno wszystko Pani wiedziala jak karmić.. ”
Niestety bądź stety położną byłam dla innych, dla mojej córki byłam MAMĄ.

I były trudy w karmieniu i kryzysy ..tak ogromne, że mogłam wypróbować w praktyce wszystko czego się uczyłam na kursie o laktacji. Od problemów technicznych po odmowę ssania piersi i krótkie wedzidelko, to właśnie z tego powodu moja córka odmówiła ssania piersi. Wtedy jeszcze nie byłam taka mądra by zdiagnozować problem, więc ratowałam się laktatorem i tak byłam mamą KPI przez całe dwa lata.

Dzisiaj dziękuję Bogu za to trudne doświadczenie.. doświadczyłam tak skrajnych emocji i niemocy jako mama i położna, że też moja dociekliwość nie pozwoliła mi stac w miejscu.
Poszukiwałam przyczyny i dzięki temu wdrożyłam się w temat ankyloglosii czyli skróconego wedzidelka i odruchów oralnych.
Zobaczyłam też psychoemocjonalną stronę karmienia. Nabrałam pokory do tego aktu, zdając sobie sprawę, że to co naturalne nie zawsze jest oczywiste.
Karmienie piersią wymaga techniki, wiedzy ale przede wssystkim zaufania do swojego ciała, cierpliwości dla siebie i dziecka. To Proces. Ten tandem dociera się przez określony czas i wymaga spokoju.
I myślę, że to był przełom w mojej pracy.
Zapragnęłam takiego położnictwa, które holistycznie zajmie się mamą i dzieckiem.
Doświadczenie porodu domowego zaowocowało napisaniem rozprawy doktorskiej ” Percepcja porodu domowego I jakość narodzin w zależności od miejsca porodu „.

Kolejne narodziny, także domowe nauczyły mnie dostrzegać piękno połogu, budowania relacji w rodzinie, w małżeństwie. Narodziny moich dzieci stały się także motorem napędowym do zdobywania wiedzy specjalistycznej.
Cud narodzin ma wiele odsłon, może nie zawsze poród jest taki jak sobie wymarzymy, nie zawsze kończy się szczęśliwie, ale zawsze dotykamy w tym wydarzeniu czegoś nadzwyczajnego.

Gdy kobieta wydaje dziecko na świat, życie zaczyna się na nowo. To nowy rozdział na relacje, na tworzenie rodziny , na bycie lepszą mamą, żoną.

Od 2012 roku jestem położną.
Od zawsze chciałam być przy dzieciach.
Od 7 lat jestem szczęśliwą żoną.
Od 6 lat jestem mamą. Po raz pierwszy w 2015, po raz drugi w 2017 i po raz trzeci w 2020.
Odkąd urodziły się moje dzieci zaczęłam pracować jako CDL w poradnictwie laktacyjnym.
Od 2018 jestem zawierzona najlepszej Matce, MAryi – to z nią idę codziennie za rękę.. w swoim domu. To do niej modlę się prosząc o potrzebne łaski bym mogła słuzyć innym ludziom.
Po drodze zaliczyłam kursy z pielęgniarstw rodzinnego dla położnych, pielęgniarstwa operacyjnego, szczepień ochronnych dzieci. Dużym wyzwaniem była kształcenie dwuletnie na specjalizacji neonatologicznej i ten trwający prawie 5 plat doktorat.
W tzw. międzyczasie odbyłam konferencje laktacyjne, zjazdy ze Stowarzyszenia Dobrze urodzeni, konferencje z wiedzy o wędzidełkach. Moje kolejne hobby poza porodami domowymi to zdobywanie nowej wiedzy w zakresie pielęgnacji noworodka. Lubię słuchać i się uczyć. W zasadzie całe życie to robiię
Odkąd zaczęła się pandemia wiedziałam, że chcę wspierać mamy nie tylko po porodzie na wizycie patronażowej. Wobec ograniczeń systemowych, nie stoję biernie otworzyłam swoją szkołę rodzenia.
Korzystając z wiedzy, którą przez lata zdobywałam na licznych kursach, specjalizacji neonatologicznej, w wielu miejscach pracy, m.in :
2011-2012 Prywatne gabinety medyczne
2013-2014 Klinika Arciszewscy w Białymstoku stanowisko położna na bloku operacyjnym
2014 – Klinika Wcześniaków Uniwersytecki Szpital Kliniczny w BIałymstoku – położna neonatologiczna
od 2014 Przychodnia Lekarza Rodzinnego NZOZ Siloe – położna rodzinna
a także bazując na doświadczeniu własnym jako mamy chcę Ci powiedzieć, że tutaj znajdziesz:
– kawałek serdecznego położnictwa, aktualną wiedzę o fizjologii porodu, połogu, karmieniu piersią
– tutaj dowiesz się o naturalnym rodzeniu i o potencjale swojego ciała.
Wierzę, że ciało kobiety jest doskonale stworzone by nieść życie i je wydać w pięknym akcie narodzin.
Wreszcie tutaj otrzymasz okołoporodowe wsparcia psychologa, fizjoterapeuty, lekarza rodzinnego i innych specjalistów, którzy przygotowują rodziców w odpowiednie narzędzia.
Tutaj jest szacunek dla każdej mamy i jej decyzji. Najpierw wiedza, by Każdy mógł dokonać świadomego wyboru.

Tutaj dzielę się swoimi wartościami, które ukochałam: świętość życia od poczęcia, piękno i trud stanu błogosławionego, godny i świadomy poród, potęga połogu, czułość i uwaga na dziecko I relacje w rodzinie.
Tutaj mówię , że jesteśmy nie tylko z ciała ale i z ducha. Nasze macierzyństwo ma wiele wymiarów. Warto zaprosić do niego Pana Boga i jego Matkę. W końcu Święta Rodzina najlepiej wypełniała swoje obowiązki.

MOJA MISJA

Moja mentorka Irena Chołuj ,od której inspirowałam się porodami domowymi i sługa Boża Stanisława Leszczyńska ukazują mi ścieżkę, którą chciałabym iść. To droga serdecznego położnictwa na miarę naszych potrzeb.
Z tej potrzeby narodziło się Cor Matris.
Tutaj nie ogranicza mnie system.
Tutaj mogę włożyć całe swoje serce i rozum. Użyć wszystkich swoich talentów, wiedzy, oddać resztki swojego czasu by towarzyszyć Ci w Twoim okołoporodowym czasie.
Życie to kwestia wyborów. Wybieraj życie 🙂
Tutaj opieka położnicza rozwija się w promocję rodzicielstwa. Więcej znajdziesz na www.vitaetfamilia.pl
Zdjęcia, które oglądasz przedstawiają czepkowanie. To uroczystość organizowana przez Uniwersytet Medyczny, która stanowiła pierwszy stopień wtajemniczenia młodej adeptki zawodu. Czepkowanie dla środowiska pielęgniarek i położnych ma wyjątkowo uroczysty, podniosły charakter, kreuje bowiem tożsamość zawodową tej grupy. Przy świetle zapalonego lampionu nawiązującego do lampy z epoki prekursorki zawodu – Florencji Nightingale oraz symbolu życia powierzanego opiece pielęgniarek i położnych ceremonii mojego czepkowania dokonała położna dr n. o zdr Dorota Piechocka. W 2010 roku otrzymałam czepek położnej, uroczyście złożyłam ślubowanie by służyć kobietom i ich rodzinom.
Chociaż w tamtych latach słyszałam by nie wybierać tego kierunku, gdyż zarobki są marne, praca bardzo odpowiedzialna i często niewdzięczna bo położna to taki ktoś między lekarzem a pielęgniarką – tak słyszałam.

Ja uważam inaczej. To piękny zawód. Bardzo niedocenionyi i niedofinansowany. Moja praca jest moją misją. Zostałam powołana do służby. Za każdym razem gdy przychodzi do mnie kobieta w stanie blogosławionym gratuluję jej i uśmiecham się.
Każde narodziny są dla mnie wyjątkowe. Dzieci, które przeszły przez moje ręce w opiece środowiskowej pozostają na zawsze w moim sercu. Pamiętam każde dziecko i każdą mamę, którą się opiekowałam. Z wieloma z nich mam kontakt dużo dłużej. Niektóre stały się moimi przyjaciółkami, z innymi mam bardzo ciepłe relacje kiedy się zoabczymy po latach.
Ciągle w głowie mam marzenia związane z polożnictwem.. z nadzieją patrzę w przyszłość, że może kiedyś uda się je zrealizować.
Zajrzyj na www.cormatris.pl
O czym chciałabyś przeczytać ?
Blog, który zaczynam prowadzić będzie swoistym dziennikiem położnej, matki i żony rolnika – w którym znajdziesz ciekawe przypadki medyczne, sytuacje życiowe i inspiracje rodzicielskie lub zdystansowane historie ku pokrzepieniu serca matki 🙂
Serwus, hello 🙂 „Czy naprawdę o to w życiu szło..” Matki, żony i położne 🙂
Pozdrawiam z serca matki,
Magda